niedziela, 21 czerwca 2015

Druga część alergicznej sagi - winowajca (prawie na pewno) odnaleziony!!

Zdaję sobie sprawę z tego, że dla niektórych osób wpis może być obrzydliwy, ale powstał z myślą o tym żeby Was przestrzec przed cudownymi kosmetykami. Pamiętacie post o reakcji alergicznej, która dopadła mnie kilka miesięcy temu? Jeśli nie to odsyłam Was do tego wpisu. Jest to dobra podstawa aby wiedzieć o co chodzi w dalszej części tekstu. Sprawa alergii na jakiś czas ucichła, ponieważ po prostu wszystko mi zeszło i życie dalej toczyło się w różowych barwach. Do ostatniej niedzieli...


Obudziłam się i od razu wiedziałam, że coś mnie swędzi i że chyba mam napuchniętą twarz. Wszystkie wątpliwości rozwiałam w momencie przejrzenia się w lustrze. Przypomnę jeszcze tylko szybko poprzednie zdjęcia z bąbelkową imprezą na moich ustach.




O ile do tej pory akcja rozgrywała się w okolicach ust, tak tym razem wszystko rozeszło się na obszar od nosa aż do brody. Ale do rzeczy, jak to się w ogóle stało?
Dzień wcześniej nakładałam makijaż jak zawsze, wszystko sprawdzone, żadnych kolorówkowych nowości. Według porad znajomych wzięłam tabletki antyalergiczne oraz połknęłam również końską dawkę fenistilu w kroplach (dzięki temu przynajmniej przestało mnie swędzieć). Przez cały dzień czułam się jak otumaniona, przespałam sporą część dnia, ale poprawy nie było żadnej.



W poniedziałek sprawa wyglądała tak kiepsko, że umówiłam się od razu do dermatologa. Pierwsze pytanie (lekarz stwierdził, że bez wątpienia jest to reakcja alergiczna), które usłyszałam to czy nakładałam jakieś nowe kosmetyki lub czy jadłam jakieś nowe sosy (bo w niedzielę byłam na grillu). Hmmm takie coś od sosów?



Po dwóch dniach intensywnego rozmyślania przypomniało mi się, że niedawno kupiłam w Douglasie magiczny krem do twarzy z filtrem spf 30 firmy Clinique. Dodałam sobie dwa do dwóch, że poprzednie pomadki również posiadały filtry przeciwsłoneczne, więc może w tym miejscu należy szukać elementów wspólnych. Sprawdziłam skład i co przykuło moją uwagę (a szkoda, że wcześniej to przegapiłam) to OXYBENZONE. 


Co to takiego? (informacje zostały zaczerpnięte ze strony zyciebezchemii.blogspot.com)


Substancja chemiczna obecna w wielu filtrach przeciwsłonecznych, w kremach z filtrami do pielęgnacji dziennej, w balsamach, w kosmetykach do włosów i do ust.

Odpowiada za ochronę przed promieniowaniem UV. 

Jedna z najpopularniejszych.

Dlaczego?

Bo tania i bardzo łatwa w produkcji. Mimo, że toksyczna.





Oxybenzone jest pochodną trującego benzafenonu. Znajduje się w prawie każdym tańszym kremie/balsamie z filtrem UV. O dziwo także w paru bardzo drogich. 

Jeśli oxybenzonu dodano do kosmetyku więcej niż 5%, producent ma obowiązek umieścić na opakowaniu ostrzeżenie. Poniżej tego stężenia wystarczy informacja w składzie. Co nie znaczy, że wtedy jest różowo.





Oxybenzone gromadzi się w skórze. Może powodować egzemy i reakcje alergiczne. Ma pochłaniać promieniowanie, a więc zapobiegać starzeniu, tymczasem zwiększa ilość wolnych rodników, przez co skóra szybciej się starzeje. Ale nie tylko w tym problem... Oxybenzone narusza naturalną warstwę ochronną skóry, w efekcie czego bardziej  narażeni jesteśmy np. na różne drobnoustroje. 

Żeby było śmieszniej, skóra posmarowana wielokrotnie preparatem z tą substancją jest bardziej narażona na promieniowanie UV i jego szkodliwe działanie.

Przykładowo: smarujemy się regularnie dzień w dzień, a któregoś pięknego dnia nie smarując się wychodzimy na dwór, na spacer, po czym doznajemy małego poparzenia słonecznego. 

Albo smarujemy się uparcie, po czym kąpiemy w basenie, zapominamy o tym, że już nie jesteśmy "chronieni" i słoneczko nas dopada. Jesteśmy wówczas bardziej narażeni na konsekwencje tego poparzenia, niż bylibyśmy nie smarując się wcale.

I na deser - oxybenzon podejrzewany jest o działanie rakotwórcze.  



Oxybenzone wpływa także na pracę gruczołów wydzielania wewnętrznego.

Zbadano już dokładnie i niestety potwierdzono, że może mieć bardzo zły wpływ na płód ciężarnej kobiety. Absolutnie nie należy stosować kosmetyków z tym składnikiem podczas ciąży! 

Przechodzi do mleka karmiącej kobiety, więc karmiąc również unikamy oxybenzone. Zawsze. 


Inne nazwy:


Oxybenzon Benzophenone-3
3-
Benzophenon
Oxybenzone
Hydroxi-methoxi-benzophenon
2-Hydroxy-4-methoxy-benzophenon
2-Hydroxy-4-methoxyphenyl-phenylmethanon
2-Hydroxy-4-methoxybenzophenon



Moje największe zaskoczenie i rozczarowanie kosmetyczne w temacie, to pomadka ochronna do ust Carmex. Ale jest tego dużo więcej. (no to jestem w domu, wcześniejsza akcja była właśnie po carmexie)


Dodam tylko jeszcze, że pełnowymiarowe opakowanie kosztuje ponad 100 złotych...


Nie mogę stwierdzić na 100%, że to akurat ten składnik powoduje reakcje, ale zdecydowanie już wiem, że jest to duży szkodnik. Od tej pory będę za każdym razem sprawdzać skład kosmetyków do twarzy w poszukiwaniu OXYBENZONE. Ja już wyciągnęłam swoją lekcję z tej historii. Mam nadzieję, że i Wy baczniej zaczniecie patrzeć na to czego używacie.

Po sterydowej maści Advantan wszystko zaczęło powoli schodzić. Post piszę po tygodniu i część śladów na brodzie jeszcze została. Trzymajcie kciuki razem ze mną, że to już ostatni raz taka masakra :)


5 komentarzy:

  1. Sprawdziłam od razu z przerażeniem mój krem Vichy Capital Soleil spf 50, którego używałam i w ciąży, i teraz- uff, na szczęście jest wolny od tego paskudztwa! Swoją drogą bardzo go polecam :) Ja używam wersji matującej i daje radę - chroni na pewno, sprawdzony m.in.w Egipcie i nie zostawia białej powłoki na twarzy :)

    OdpowiedzUsuń
  2. Alicja jak zawsze starannie napisany post :) Tylko szkoda, że spotkała Cię ta reakcja alergiczna. Jeśli w przyszłości coś pojawi mi się na twarzy to będę wiedziała, aby przeanalizować skład kosmetyków ;)

    OdpowiedzUsuń
  3. Ja rownież miewam bardzo podobne reakcje alergiczne wiec wiem i czym mówisz. Kiedyś miałam tez cos podobnego na ustach i doskonale cię rozumiem. Mnie takie przypadki dopadają po truskawkach :)

    OdpowiedzUsuń
  4. Współczuję uczulenia na twarzy. Moje na palcach ukrywałam aż bąble nie zeszły a tutaj faktycznie ciężko. Na całe szczęście pęcherzyki nie są duże i trzeba się przyjrzeć żeby zobaczyć więc pewnie osoby postronne nie widziały :)

    OdpowiedzUsuń
  5. to dość przerażające, nie ma co. Na moje szczęście składy kremów czytam a te nazwy wyglądają dość obco, co nie zmienia faktu, że wtałam i poszłam czytać etykiety. Co do wcześniejszego wpisu odnośnie ust, istnieje jakiś tam niewielki procent że to lanolina i mentol dały taki efekt. Mi też się robią takie bąbelki ale na przede wszystkim na dłoni, zawsze jednej, zawsze w tych samych miejscach. I robią się od paru lat i nie wiem nadal dokładnie od czego, ale wiem że np szybko wchłaniające się balsamy lub inne "lekkie" formuły powodują podrażnienie. Nie powiem, zainteresowana jestem tego typu postami. Spróbuj może "Mediderm" - krem dermatologiczny. Czekam na update jaką drogą tylko chcesz :)

    OdpowiedzUsuń