wtorek, 7 kwietnia 2015

Róże do 40 złotych! Zbiorczy przegląd i krótki opis.

Dziś przychodzę do Was z opisem róży, które posiadam w moim małym zbiorku. Makijażu na razie nie będzie, bo Laura wróciła do pracy, a ja nadal borykam się z alergią ust. Jeśli jesteście ciekawe co mi się przydarzyło, to zajrzyjcie ---> tutaj. Wracając do przyjemnych rzeczy, jeśli jesteście przed kupnem różu i nie za bardzo wiecie na co postawić to czytajcie dalej. Prezentowane kosmetyki powinny być dodatkowo atrakcyjne, bo żaden z nich nie kosztował więcej niż 40 zł.


Róż różowi odcieniem nierówny. Ja osobiście zmieniam upodobania co do koloru w zależności od pory roku. Zimą, kiedy jestem dość blada gustuję w różach z różowym podbiciem (róże różowe, mam nadzieję, że wiecie o co chodzi). Latem, przy odrobinie opalenizny rzucam się na korale i wszelkiego rodzaju brzoskwinie. Zacznijmy od tych pierwszych. 3 pierwsze kolory to maty, potem znajdziecie satyny.





  • W pierwszej kolejności trafił się róż z Sephory w kolorze Rose Petal 08. Jest to matowy kolor, przy czym kosmetyk jest bardzo zbity i należy nabierać go pędzlem z twardym włosiem. Trzeba się mocno namachać aby uzyskać odpowiednie nasycenie koloru na policzkach. Trochę mnie to denerwuje i nie używam go zbyt często. Mam wrażenie, że przez swój cukierkowy kolor nadaje się tylko dla bardzo bladych osób. Na ciemniejszych karnacjach może być ledwo widoczny. Trwałośc też nie wywołała na mnie piorunującego wrażenia. Cena 39 zł.


Od lewej Sephora 08, Catrice 020 Rose Royce, Makeup Academy Cupcake, Catrice 080 Sunrose Avenue

  • Drugi od lewej to Defining Blush z Catrice w kolorze Rose Royce 020. Jest to bardzo neutralny róż, który chyba będzie pasował do każdego typu urody. Również odrobinę zbity, ale lepiej się go nakłada na policzki. Trwałość bardzo dobra. Ogólnie jeśli chodzi o róże z Catrice to jestem sprzedana. Jak dla mnie to nie ma do czego się przyczepić. Musicie jedynie znaleźć odpowiedni dla siebie odcień. Cena około 16 zł.



  • Następny w kolejce znalazł się matowy produkt z Makeup Academy w kolorze Cupcake. Róże te są tanie jak barszcz, ale niestety stacjonarnie u nas niedostępne. Jeśli od czasu do czasu tu zaglądacie to na pewno już o nim słyszeliście. Przy okazji większych zakupów w drogeriach internetowych dorzućcie go do koszyka, a na pewno nie pożałujecie. Róż może odrobinę się sypie, ale na policzkach wygląda pięknie i trzyma się cały dzień. Polecam serdecznie! Cena około 5 zł. 



  • Kolejna perełka to róż w satynowym wykończeniu, znów z Catrice :) Tym razem kolor 080 Sunrose Avenue. Uwielbiam ten róż, dodaje twarzy zdrowych rumieńców, ale trzeba z nim uważać, ponieważ jest bardzo mocno napigmentowany. Rozprowadzanie na twarzy? Bajka. Opakowanie jest bardzo solidne oraz bezbarwne - widać po jaki kolor sięgamy! 


Od lewej Bell nr 51, Miss Sporty 006 Flirtatious, Flormar P116


  • Następny róż przeżył już upadek, a następnie reanimację, może dlatego nie wygląda za specjalnie, jednak myślę, że na twarzy nie można mu nic zarzucić. Róż ten możecie dostać nawet w Biedronkach, które powoli zostają zaopatrywane w szafy Bell. Jak dla mnie to bardzo dobry kosmetyk. Kolor swatcha na zdjęciu wyszedł odrobinę inaczej niż na żywo. To brudny róż z satynowym wykończeniem. Bardzo ładny kolor :) Cena - ok. 10 zł.



  • Róż z Miss Sporty nie przypadł mi do gustu, ale kupiłam go kiedyś na wyjeździe kiedy się okazało, że zapomniałam własnego. Chciałam być cwana i zaoszczędzić, ale skończyło się tym, że róż leży nieużywany. Bardzo trudno go nabrać na pędzel, a jeśli już mi się uda to bardzo szybko można zrobić nim plamę. Jeśli chodzi o kolor to na zdjęciu wyszedł jaśniutko, na twarzy jest odrobinę ciemniejszy, ale i tak nie przekonuje mnie do siebie. Cena ok. 9.90



  • Flormar P116 (jaśniejsza połowa). O tych kosmetykach wspominałam już ----> tu. Kolor na zdjęciu wyszedł na bardzo ciemny, jednak na żywo prezentuje się trochę inaczej. Powiedziałabym, że jest to odrobinę ciemniejsza, satynowa wersja różu z Sephory (przy czym Flormar jest bardziej trwały i łatwiej się go nakłada). Efekt na skórze całkiem ładny. Cena 14.90.


Następnie pokażę Wam dwa róże, które ciężko zakwalifikować do jakiejkolwiek kategorii.



  • Pierwszy z nich to kolejny róż Catrice w kolorze Rosewood Forest. Jak dla mnie jest to przepiękny odcień na zimę!! Coś na pograniczu ciemnego różu i fioletu. Mi osobiście kojarzy się z jagodami :-) Dziad jest diabelsko napigmentowany, więc należy z nim uważać, ale efekt na policzkach wart jest zachodu. Trwałość genialna. Wystarczy Wam chyba do końca życia, bo najmniejsza ilość wystarcza do omiecenia obu policzków. Cena to ok. 17 zł.


  • Duo róży z Flormaru w numerze P116 (ciemniejsza połowa). Jak dla mnie kolor tego produktu to nieporozumienie :) Za czerwony na policzki, za czerwony pod kości policzkowe. Nie używam go w ogóle...

Od lewej: 060 Rosewood Forest, Flormar P116, W7 Honey Queen Honeycomb, Makeup Academy Lolly, Flormar P115, Sleek Rose Gold
  • Trzecia w kolejce jest mozaika z W7. Szczerze mówiąc, kosmetyk ten można zaliczyć bardziej do rozświetlaczy (w bardzo jaśniutkim brzoskwiniowym odcieniu). Jako, że brzoskwiniowych róży mam dość sporo, to nie rozczarowałam się ani trochę, ale jeśli szukacie produktu, który da Wam mocniejszą mgiełkę koloru na policzkach to ten się nie sprawdzi. Mi efekt bardzo się podoba. Odrobinę więcej pudru do konturowania, plasterki miodu na szczyt kości policzkowych i jestem zadowolona :) Cena to jakieś 14 zł.


  • Róż z Makeup Academy w kolorze Lolly to satynowy brzoskwiniowo-koralowy odpowiednik brata w matowym wariancie. Bardzo lubię te róże. Tanie i dobre, nic tylko brać :) Cena 5,90. 


  • Lewa połowa duetu z Flormaru w odcieniu P115. Róż daje śliczny kolor na buzi i pięknie ją rozświetla. Myślę jednak, że przy zbyt ciężkiej dłoni można zrobić sobie nim krzywdę, chociaż słyszałam również zupełnie odwrotne opinie. Kosmetyk jest bardzo wydajny, nie kruszy się, nie osypuje. Polecam serdecznie. Do letnich makijaży będzie jak znalazł! Cena to około 15 zł.


  • Sleek Rose Gold jest opalizującym różem. Kolor to połączenie brzoskwinii z mnóstwem mikroskopijnych drobinek złota. Jestem w nim totalnie zakochana. Kosmetyk jest cholernie napigmentowany i należy uważać aby nie nadać sobie efektu ruskiej lalki. Do nakładania go używam Blush Brush z Real Techniques, który ma niezbyt mocno zbite włosie i wtedy wszystko jest jak należy. 

Makeup Revolution w odcieniu Hot Spice

Ostatni kosmetyk to istne 8w1. Paleta róży z Makeup Revolution w wariancie Hot Spice. Jeśli jesteście koralowo- i brzoskwiniowo-lubne to paletka zda egzamin w 100%. W przypadku gdy interesują Was różowe róże to zerknijcie w internecie na paletę Sugar&Spice :) Dwa kolorki z prawej to rozświetlacze/bardzo mocno rozświetlające róże. Dużo możliwości za małe pieniądze. Ja jestem bardzo zadowolona. Cena to 30 zł.


Na dziś to już wszystko. Wesołego po świętach! Dajcie koniecznie znać czy któryś róż wpadł Wam w oko.
Jako że mamy godziny pracy takie jakie mamy, to trudno nam się często spotykać. A jeśli już się uda to też nie za każdym razem siedzimy nad blogiem, bo ile możnaaaaa. Spotkać się, pomalować i wracać do siebie ;)
Święta za to spędzałyśmy przy dobrych drinkach. 






25 komentarzy:

  1. Ja przymierzam się do zakupu tego różu ze Sleeka w odcieniu Rose Gold. ;) i pamiętam ten róż z miss sporty! Był moim pierwszym różem i mimo, że był kiepski to się nim jarałam, bo innego nie miałam, a było to już dobre 2 lata temu! Świetny post!

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Jakby co to możesz do mnie wpaść na wypróbowanie ;-) Róż jest naprawdę ekstra!

      Usuń
    2. Zawsze można się zgadać na kawę ;)

      Usuń
  2. Zazdroszczę tak bogatej kolekcji :)

    OdpowiedzUsuń
  3. Ja bardzo lubię te z Bell ;))

    OdpowiedzUsuń
  4. Odpowiedzi
    1. Nigdy nie miałam okazji używać różu z Celii :) Dobrze się sprawdza?

      Usuń
  5. Sporo tego. Ja nie lubię otwierać kilka kosmetyków tego samego typu, dopiero gdy skończę jeden róż dopiero otwieram kolejny :) Zazwyczaj wybieram podobne odcienie, w których najlepiej się czuję :)

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Ale jeden róż kończy się przez 2 lata! A tak to mam dużo możliwości wyboru ;)

      Usuń
    2. Aż tak długo nigdy różu i innych kosmetyków nie używam, gdyż po pewnym czasie tracą swoją wartość, nie są aż tak trwałe i wówczas po prostu trzeba je wyrzucić, nawet jeżeli jeszcze coś zostało w opakowaniu.
      A co do konkursów to mimo wszystko uważam, że warto w nich brać udział. Na własnym przykładzie mogę napisać, że dzięki nim m.in. byłam dwa razy na wycieczce połączonej z zakupami w Londynie :) Konkursy spełniły kilka moich marzeń :)

      Usuń
    3. No ja zazwyczaj rozdaje dalej w świat kosmetyki których nie używam :) albo gdy wiem, że za jakiś czas kończy im się data ważności, a raczej z nich w danym momencie nie korzystam. Tak więc staram się niczego nie marnotrawić, zawsze skorzysta ktoś inny :) Jeśli chodzi o konkursy to mam wrażenie, że wszyscy moi znajomi mają odrobinę więcej szczęścia i mnie gdzieś to tam zawsze omija ;) Wyjazd do Londynu musiał być ekstra!

      Usuń
    4. U mnie też już sporo osób skorzystało z kosmetyków ale to już na samym początku, gdy wiem, że z czegoś nie będę korzystać. Końcówek kosmetyków raczej jeszcze nie zdarzyło mi się dawać, w tym wypadku wolę je jednak je wyrzucić, niż dawać coś co nie ma już takich własności jak po otwarciu. Ale właściwie tyczy się to tylko pojedynczych sztuk, zazwyczaj jak coś lubię, to używam to często i tym samym szybko zużywam :)
      A wylot do Londynu jak najbardziej był niesamowitym przeżyciem :)

      Usuń
    5. Pisząc jakiś czas nie miałam na myśli tygodnia czy dwóch, a dłuższy okres czasu. Na pewno nie oddaję dalej resztek ;)

      Usuń
  6. Moim mistrzem jest w7 HoneyQueen :) na mnie wygląda mega ciemno a u Was w porównnaiu z innymi tak blado, az sie boje pomyśleć jak moja blada twarz wyglądałaby z tymi napigmentowanymi :) świetny post Dziewczyny :) własnie zobaczylam,że nie miałam Was w polubieniach na fb, oczywiscie dodaje :)

    OdpowiedzUsuń
  7. Przy takim wyborze trudno miałabym się zdecydować na którykolwiek :) świetny post:)

    OdpowiedzUsuń
  8. po tym poscie, czuje sie u Ciebie na blogu jak we wlasnym domu :p u mnie 10 rozy pozaczynanych, a uzywam w sumie jednego :p

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Ja właśnie staram się korzystać ze wszystkich, więc mam usprawiedliwienie na takie ilości :)

      Usuń
  9. Imponująca kolekcja!:) Ja wolę róże różowe, takie delikatne bardzo :) Mam jeden chyba z firmy Palasr(hehe,tak się pisze?:p) Czekam na notkę z makijażowym zdjeciami :)
    Jejku, jaki ładny drink! Pewnie był równie smaczny! Jeśli mam pić alkohol, to najczęściej i najchętniej drinki...

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Drink był przepyszny! Jak trafisz kiedyś (pewnie podczas wakacji) do Jastrzębiej Góry to musisz koniecznie odwiedzić Coctail Bar Max. Robią tam cuda :)

      Usuń
  10. chciałabym miec takie zbiory u siebie ;) ja ogólnie to bardzo jestem zadowolona z tego różu bell ;) http://creamshine.blogspot.com

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Szkoda tylko, że mój się rozsypał - nie cieszy już oka jak kiedyś. Na szczęście nie ubyło mu właściwości i nadal można go śmiało używać :)

      Usuń
  11. a ja Wam polecam kochane róż serduszko od Makeup Revolution który pokazywałam tutaj - http://paula-visage.blogspot.com/2014/10/makeup-revolution-blush-and-highlighter.html

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Na razie z zakupami stop, ale kto wie co będzie po wypłacie ;)

      Usuń
  12. Dużo tych róży :) Ten z Sephory bardzo mi się podoba na swatchu, szkoda, że trwałość i widoczność na twarzy taka sobie.

    OdpowiedzUsuń