niedziela, 8 marca 2015

Przegląd pudrów brązujących - swatche i krótki opis

Dziś nie będę Was męczyć kolejnym przydługim tutorialem makijażu. Post będzie dość krótki i mam nadzieję przyjemny. Opiszę kolejno wszystkie pudry brązujące, które posiadam, a po wszystkim może uznacie, że któryś z nich powinien znaleźć się w Waszej kosmetyczce :) Niżej możecie zobaczyć jak kolory wyglądają nałożone na przedramię dość solidną warstwą. Nie ma co przedłużać, lecimy z tematem!






Pierwszy od lewej to Sculpting Powder od Inglota w numerze 505. W wyprasce znajduje się 5,5g produktu za cenę 29 zł. Puder jest dość ciemny i ma w sobie sporo szarych i może nawet odrobinę fioletowych tonów. Idealny do tworzenia iluzji cienia na twarzy (znakomity pod kości policzkowe), jednak musicie z nim uważać, bo nałożony zbyt ciężką ręką może stworzyć efekt brudnej buzi. Puder przepięknie wygląda na twarzy, jest matowy (ale nie jest to płaski mat), ale trochę mnie denerwuje, że przy aplikacji potrafi się nieźle sypać. Przez to też w szybkim tempie dotknęłam dna. Mimo wszystko za efekt jaki daje na buzi jestem w stanie wszystko mu wybaczyć. 
Ocena: 4,5/5 


Niedawno wykonałam makijaż z tym puderm. Wydaje mi się, że całkiem nieźle udało mi się nakłamać, że mam kości policzkowe, których w rzeczywistości tak naprawdę nie uraczycie :)



Kolejny produkt to Matt Bronzing & Contouring Powder w kolorze Sahara Sand od Kobo. Kilka postów wcześniej wspominałam, że to mój ulubieniec i zdania od tego czasu nie zmieniłam. Można go potraktować jako jaśniejszą alternatywę wyżej wspomnianego pudru z Inglota. Ten jednak jest dla mnie trochę bardziej piaskowy niż siny. Kosmetyk jest słabo napigmentowany, dzięki czemu nada się świetnie nie tylko dla początkujących dziewczyn, ale i tych bladolicych. Jedyne minusy to osypywanie się z pędzla i pojawiające się na wierzchniej warstwie grudki. Mimo wszystko efekt na twarzy również piękny. Płacimy około 20 zł za 10 g.
Ocena: 4/5



Następnym kosmetykiem jest bardzo znany na amerykańskim youtubie Hoola z Benefitu. Nie powiem, że nie uległam reklamie, bo bym skłamała. W polskich Sephorach puder ten jest bardzo drogi, ale mi udało się go kupić za niecałe 20 funtów na lotnisku w Liverpoolu. Odcień określiłabym jako neutralny brąz, bez domieszki szarych czy pomarańczowych tonów (chociaż na zdjęciu trochę tak wygląda). Słyszałam, że niektóre dziewczyny bardzo na niego narzekają, ponieważ potrafi w ciągu dnia zostawić na policzkach nieestetyczne plamy. U mnie nic takiego się nie dzieje. Puder nadaje się do konturowania (zwłaszcza dla nieco bardziej opalonych cer) i do nadawania twarzy sztucznej opalenizny. Jeśli nie wiecie dokładnie o co chodzi to zajrzyjcie tu ----> film Maxineczki o bronzerach (opalaniu i konturowaniu twarzy). Jest to najbardziej jedwabisty produkt ze wszystkich przedstawionych. Biorąc pod uwagę, że używam go już ponad rok, to myślę, że nie będzie kłamstwem stwierdzenie, że jest bardzo wydajny. Płacimy 159 zł za 8 g.
Ocena: 5/5



Ten kosmetyk różni się od wszystkich konsystencją, ale uwzględniłam go w poście, ponieważ ma podobne działanie do prasowanych braci. Mowa tu o Soft Touch Mousse w kolorze 03 matt honey. Jest to co prawda podkład, ale nie ma szans żeby kolorystycznie do mnie pasował i z powodzeniem używam go do ocieplania twarzy. Jeśli śledzicie chociaż trochę urodowy świat to pewnie słyszałyście, że ten mus powinien spełniać rolę tańszego odpowiednika brązującego musu z Chanel (Soleil Tan de Chanel, Bronze Universal). Odcieniem przypomina Hoolę, ale ma odrobinę bardziej żółte podbicie. Spośród wszystkich uwzględnionych produktów ten zmywałam z ręki najdłużej! Jeśli nie wiecie jak dzięki takiemu podkładowi nadać twarzy sztucznej opalenizny to zajrzyjcie ----> tu. Cena ok. 16 zł/16g.
Ocena: 3,5/5 - kiedyś go lubiłam, ale przegrał z Hoolą. Poza tym dużo z nim roboty przez nakładanie przed pudrowaniem buzi.



Sun Kissed Matt Bronzing Powder to jedna z perełek firmy MIYO. To chyba najbardziej napigmentowany puder ze wszystkich przedstawionych. Musicie uważać żeby nie zrobić sobie nim krzywdy! Mimo wszystko jest bardzo przyjemny, a jego zapach to mistrzostwo świata. Pachnie męskimi perfumami, ale jeszcze nie rozszyfrowałam jakimi. Może któraś będzie wiedziała? :) Do konturowania się nie nadaje, ale do ocieplenia całej twarzy jak najbardziej, zwłaszcza latem kiedy same trochę się już przybrązowimy (producent sam nazwał produkt sun kissed a nie contouring, tak więc jego przeznaczenie jest chyba jasne. Mimo wszystko niektóre dziewczyny narzekają, że jest za pomarańczowy pod kości policzkowe. Wystarczy jedynie poczytać co i jak). Produkt jest bardzo trwały i ładnie wyglada na twarzy, ale podejrzewam, że na zimnych typach urody się nie sprawdzi. Cena 9.50zł/10g.
Ocena: 3,5/5 przez możliwość używania jedynie przy opalonej buzi. Inaczej uzyskuję efekt pomarańczki.



Przedostatni produkt do dolna część Pretty Compact Blush On z Flormaru w kolorze P115. Jest to ich najbardziej popularny odcień - chłodny brąz z rozświetlającym wykończeniem. Ten kosmetyk często towarzyszy mi w ponure zimowe dni kiedy chcę wykonturować twarz. Ma on w sobie minimalne złote drobinki (drobinki to raczej złe słowo, bronzer daje świetlisty efekt, ale nie tandetny). Przez to, że jest dość twardy, to ciężko z nim przesadzić. U mnie trzyma się cały dzień bez zarzutu. Niżej możecie podpatrzyć jak wygląda na twarzy (nałożyłam go solidnie na skroń i pod kości policzkowe). Cena 14,90/14g.
Ocena: 4/5 - efekt ekstra, bo mało mamy do wyboru chłodnych bronzerów, które jednocześnie rozświetlają. Pół punktu odjęłam za średni zapach oraz mało trwałe i mało praktyczne opakowanie (ciężko swobodnie operować pędzlem po połowie produktu.





Ostatni puder to słynna czekoladka z Bourjois - Delice De Poudre. Był to jeden w pierwszych bronzerów jakie kupiłam w ogóle, a że wtedy był to dla mnie spory wydatek, to używałam go namiętnie nie patrząc specjalnie na efekt jaki daje ;) Gdybym miała ocenić go teraz to chyba wystarczyłoby podsumowanie, że puder leży nieużywany. Kolor to typowa pomarańcza (albo raczej cegła), która kiepsko wygląda nawet przy chęci opalenia buzi. Na powierzchni tworzy się również zaschnięta skorupka i wiem, że takie coś dzieje się kiedy machamy brudnymi i obtłuszczonymi pędzlami, ale musicie mi uwierzyć, że wiem jak dbać o takie rzeczy. Przez skorupę bardzo ciężko nabrać go na pędzel, a jeśli już nam się uda to kolor nie jest warty całego zachodu. Na plus przyjemny zapach, jedwabista konsystencja, diabelna wydajność, brak pylenia się, ale co z tego skoro kosmetyk nie spełnia podstawowych wymagań co do odcienia. Cena to około 55zł/16,5g.
Ocena: 2/5



Na dziś to już wszystko. Dajcie znać czy miałyście do czynienia z którymś produktem! A może polecicie mi coś innego? :) Miłego wieczoru!

21 komentarzy:

  1. puder z MIYO to mój zdecydowany ulubieniec, ale muszę się koniecznie zaopatrzyć w Inglota i Kobo bo wyglądają super :)

    OdpowiedzUsuń
  2. mnie najbardziej podoba się benefit i kobo ;) jak Ty pięknie malujesz nie mogę się napatrzeć ;) chciałabym, żebyś mnie kiedyś pomalowała ;D http://creamshine.blogspot.com/

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Jak mam dużo czasu rano przed pracą to czasem coś mi się uda, ale w malowaniu innych nie czuję się jeszcze za pewnie :)

      Usuń
  3. Mam słynną czekoladkę i jestem zauroczona :)

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Wiadomo, że każdy ma inną twarz, inne wymagania i inne odczucia :)

      Usuń
  4. Najbardziej podoba mi się Kobo, a jako że jestem na etapie poszukiwać to swatche bardzo mi się przydały :) Makijaż coś pięknego!

    OdpowiedzUsuń
  5. Mimo, iż nie używam w ogóle pudru, podkładu, ani różu, uwielbiam czytac o kosmetykach, które polecasz :) Super te notki opracowujesz, wiadac, ze tym zyjesz :)
    Ladnie wyszłas na tych zdjęciach, na jednym masz super pomalowane oko na niebiesko :D
    Dużo juz przetestowalas kosmetyków, fajna masz kolekcje :D

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Tak samo ja lubię odwiedzać Twojego bloga, mimo zupełnie innej tematyki :) Dzięki wielkie, zdjęcie z niebieskim okiem zgłosiłam do konkursu makijażowego, zobaczymy co z tego będzie :)

      Usuń
  6. Moim ulubieńcem z tych wszystkich był puder z Inglota 505 jednak teraz został zastąpiony przez Countur Kit Anastasii Beverly Hills :D

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Anastasia też mi się marzy, nie powiem, że nie... ;)

      Usuń
  7. ciekawy post :))

    www.beclassybyk.blogspot.com

    OdpowiedzUsuń
  8. Ten z Flormar bym chętnie przygarnęła, zwłaszcza że część różowa też wygląda ładnie (ma chyba złote drobinki?) :) Ja mam tylko jeden brązer (a i tak używam go bardzo rzadko), tj, Bahama Mama z TheBalm ;)

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Róż jest bardzo napigmentowany, i fakt ma złote drobinki. Latem sprawdza się idealnie! Bahama Mama znajduje się zaraz na drugim miejscu kosmetyków, które muszę przetestować (zaraz po Anastasii Beverly Hills) :)

      Usuń
  9. Jesteś naprawdę śliczna :3 a co do pudrów, mimo, że nie używam, to jednak fajnie się to czyta

    OdpowiedzUsuń
  10. Wow, aż tyle ich masz? :O
    Oczy jak zwykle fantastycznie pomalowane- masz telent kochana <3
    pozdrowionka :)
    Daria

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Myślę, że jak na (pseudo)urodową blogerkę to i tak nie jest tego tak dużo :) Cieszę się, że makijaże się podobają!

      Usuń
    2. Taaaa pseudo, Ty wykonujesz takie makijaże, że nie jedna "pseudo profesjonalistka" mogłaby Ci pozazdrościć :D ja zawsze jestem pełna podziwu kochana :)

      A timberki kupuje teraz, na pewno po promocyjnej cenie już są :)

      Usuń
  11. Chyba najbardziej do gustu przypadł mi ten z KOBO ;) Nie wpada w tony pomarańczowe i ma bardziej chłodny odcień. Od dłuższego czasu zastanawiam się nad jego kupnem i dziwię się, że jeszcze go nie mam ;) Czas to zmienić ;) A tak wybiegajac za temat bronzerów chciałam zapytać jakiego podkładu używasz, że masz tak idealną cerę ;) Wiadomo korektor swoją drogą, ale nie każdy podkład tak pięknie wygląda, nawet raz na blogu u mnie pisałaś coś o Revlonie czyżbyś dalej go używała ;)

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Mam kilka różnych podkładów i tak naprawdę nie ma reguły. Biorę co mi w dłonie wpadnie, ostatnio chyba najczęściej Make-Up Atelier Paris, ale równie dobrze może to być Rimmel Match Perfection. Revlon na razie sobie odpuściłam, bo zmienili w nim formułę (kiedyś uwielbiałam ten do cery suchej i był ekstra, teraz już lepiej sprawdza mi się wersja do mieszanej/tłustej). Nie mam wcale takiej idealnej twarzy, na policzkach mam rozszerzone pory, które mają lepsze i gorsze chwile :)

      Usuń
  12. Niesamowity blog! :) Bardzo mi się tu podoba i zdobyłyście tym samym kolejnego czytelnika. :) Jeśli chodzi o brązery - najładniej według mnie prezentuje się ten z Inglota. Muszę mu się przyjrzeć, kiedy w najbliższym czasie odwiedzę ich stoisko:) Ja aktualnie mam Bahama Mama z theBalm :)

    OdpowiedzUsuń