środa, 4 lutego 2015

Ulubieńcy stycznia

Hej!

W tym poście poznacie naszych ulubieńców stycznia. Wybrałyśmy kilka kosmetyków, które w ostatnim miesiącu najlepiej się u nas sprawdzały. Nie ma co przedłużać - przechodzimy od razu do rzeczy.






Na pierwszy ogień idzie podkład Rimmel Wake Me Up w odcieniu 100 Ivory. Nie jest on jednak tak jasny, jakby można było się tego spodziewać po nazwie, a szkoda, bo to najjaśniejszy odcień z serii. Myślę, że odpowiada on nr 180 z Revlonu (Colorstay). Podkład ma średnie krycie, bardzo ładnie rozświetla też skórę. Nie ściąga skóry i wytrzymuje w nienagannym stanie około 8h. Daje efekt glow i dla suchych lub normalnych cer sprawdzi się idealnie. Przez buteleczkę widać, że w środku znajduje się niezliczona ilość mikroskopijnych drobinek (perła). Mi one nie przeszkadzają, ale podejrzewam, że znajdą się osoby, którym taki efekt nie spodoba się wcale. Jak dla mnie jest to rozświetlająca wersja podkładu Rimmel Match Perfection, który też bardzo lubię.


Jeśli już jesteśmy przy kosmetykach rozświetlających to post nie mógłby się obejść bez rozświetlającej legendy - Meteorytów Guerlain w kolorze 03 medium. Mam je od miesiąca i jestem totalnie zauroczona. Nigdy wcześniej nie posiadałam kosmetyku, który dawałby taki efekt na skórze, a w połączeniu z podkładem Rimmel są po prostu nieziemskie. Próbowałam używać ich także jako puder wykończeniowy (nakładałam po pudrze matującym). Makijaż był wtedy bardziej trwały, ale kulki nie pokazywały swojej pełnej mocy. Nakładam je pędzlem Hakuro H55. Jeśli szukacie tańszego zamiennika to polecam przyjrzeć się pudrowi rozświetlającemu z Inglota. Zdjęcie niżej prezentuje wspomniany duet (Wake Me Up + Meteoryty).



Kolejnym z ulubieńców jest niepozorny pigment o numerze 65, który kupiłam na allegro w zawrotnej cenie 1.69 zł (tak naprawdę to kupiłam jeszcze 23 inne kolory, bo wybór był tak ogromny, że nie wiedziałam które wybrać - standard ;))! Stronę sprzedającego możecie obejrzeć ---> TU. Na aukcji kolor opisany jest jako łosoś opalizujący na złoto i zdecydowanie się z tym zgadzam (piękny odcień rose gold). To co mnie na początku przeraziło, to kolor w słoiczku - dosłownie żarówiasty róż. Po wypróbowaniu produktu najpierw na dłoni, a później na oczach, zostałam całkowicie kupiona. Na szczęście po roztarciu wygląda zupełnie inaczej. Jest to idealny cień do codziennego makijażu, który raz dwa poradzi sobie ze zmęczonym spojrzeniem. Później wystarczy jedynie wytuszować rzęsy i gotowe!



Przedostatni duet dobrze sprawdzał mi się na policzkach. Mowa tu o pudrze brązującym z Kobo (308 Sahara Sand) oraz różu Catrice (Sunrose Avenue 080). Bronzer ma jasny chłodny odcień. Idealnie nadaje się do konturowania twarzy dla bladych osób. Nie wiem czy jesteście w stanie to zauważyć, ale na wierzchniej warstwie pojawiają się u niego białe kropki. Do tego przy aplikacji trochę się sypie na wszystkie strony świata, ale tak naprawdę za cenę około 17-18 zł nie ma na co narzekać. Najważniejsze, że na twarzy wygląda ładnie i nie znika w ciągu dnia. Róż z Catrice (do kompletu z podkładem i meteorytami) daje rozświetlające wykończenie. Jak dla mnie bomba w szarobure dni. O ile dobrze pamiętam to na zdjęciu wyżej również znajdziecie te kosmetyki w akcji.


Ostatnim, ale niemniej ważnym hitem, nie tylko stycznia, ale i ostatnich 4 miesięcy jest odżywka Long 4 Lashes z firmy Oceanic. Tak naprawdę nigdy nie mogłam narzekać jeśli chodzi o rzęsy, ale tyle się naczytałam o odżywkach typu Revitalash i XLash, że trudno było mi przejść obok niej obojętnie, zwłaszcza, że cena była kilkukrotnie mniejsza. Tylu komplementów odnośnie rzęs nie słyszałam jeszcze nigdy, a to wszystko zasługa tego małego cudeńka :) Ostatnio nawet doszło do tego, że zapisywałam pani ekspedientce w sklepie odzieżowym na kartce jej nazwę! Jeśli któraś z Was skusi się na nią to polecam przede wszystkim najpierw poczytać o niej opinie w internecie, ponieważ ma w swoim składzie w niewielkiej ilości bimatoprost, który jest (obniżającym ciśnienie gałki ocznej) lekiem na jaskrę. Ja wyszłam z tego założenia, że jeśli nie zobaczę efektów ubocznych, to będę ją stosowała. Na razie nic strasznego się nie działo, no i dzięki temu mam rzęsy, które po podkręceniu zalotką uderzają mnie w powiekę i brwi. :) Jeśli chcecie wzmocnić rzęsy, ale w mniej inwazyjny sposób to polecam poczytać ----> ten tekst.



Na dziś to tyle! Dajcie znać jakie są Wasze ulubione produkty poprzedniego miesiąca. 

PS: Z ulubieńców niekosmetycznych mogę Wam jeszcze serdecznie polecić stację radiową RMF CLASSIC. Może to moje zboczenie zawodowe, ale muzyki słucham za każdym razem kiedy siedzę przy komputerze. Sama lubię posłuchać Radia Zet, a czasem nawet i Radia Eska, ale do RMF Classic wracam zawsze z podkulonym ogonem. Tu znajdziecie najpiękniejszą muzykę filmową. Myślę, że od czasu do czasu nie zaszkodzi posłuchać czegoś innego, może trochę bardziej ambitnego. Spróbujcie, a nie pożałujecie!




Jeśli chcecie być z naszymi wpisami na bieżąco, to zapraszamy również na nasze konto na Facebooku ---> klik oraz Instagramie.

Pozdrawiamy, MarsoweLove!



18 komentarzy:

  1. Też lubię podkład Wake Me Up. Uważam, że jego główna zaleta jest to, ze nie widać go na twarzy. Ma lekkie, a nawet średnie krycie, ale cera wygląda po nim tak jakby z natury była ładna i jednolita :) Ja nie widzę tych drobinek jak go nałożą, chociaż w opakowaniu czy na dłoni są widoczne. Tez mam odcień 100 ale również żałuję, że nie ma jaśniejszego.
    Brązer Kobo oczywiście uwielbiam. w swojej recenzji nie napisałam, że w ciemniejszej wersji nie widac już tych białych kropek. Mnie one nie przeszkadzają ale faktycznie są widoczne na jego powierzchni. Podobne widać w cieniu matowym Kobo Caffe Latte.
    Róże Catrice to tez jedne z moich ulubionych.
    Nie mogę się jednak przekonać do meteorytów. Moim zdaniem nie dają żadnego spektakularnego efektu i nie są warte swojej ceny. Podobnie wygladaja perełki Kobo czy choćby Vipera.
    Pozdrawiam, AMI

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. U mnie Caffe Latte nic takiego nie robi :)

      Usuń
  2. Perełki Guerlain uwielbiam, też je mam i jestem nimi oczarowana <3 Luksus w pięknej postaci, efekt nie do pobicia tańszymi zamiennikami, podkład rimmel się u mnie nie sprawdził, krótko się utrzymuje na mojej twarzy, a brązer kobo również mam i polecam, ostatnio porównałam na blogu dwa kolory 308 i 311. pozdrawiam :*

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Na ciemniejszą wersję pewnie skuszę się latem jak już trochę się opalę :)

      Usuń
  3. Marzą mi się perełki Guerlain .Pozdrawiam

    http://krainakobiety.blogspot.com/

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Dla mnie cena regularna była zaporowa, kilka miesięcy dzielnie czekałam na dni vip w sephorze, ale nie żałuję wydanych pieniędzy.

      Usuń
  4. uwielbiam ten róż, tylko trzeba uważać przy aplikacji- można się niechcący zaróżowić jak świnka :D

    sisumoon.blogspot.com :)

    OdpowiedzUsuń
  5. Już dawno zastanawiałam się nad zakupem podkładu Wake Me Up i chyba wreszcie się na niego skuszę. Mam nadzieję, że ten najjaśniejszy odcień wkomponuje się jednak w moja dość jasną cerę :)

    Zapraszam do mnie http://illusionsdreamshope.blogspot.com/

    OdpowiedzUsuń
  6. mam podkład wake me up 300 sand -i jest cholerka za ciemny- uzywam go tylko do konturowania. Zresztą nie wyobrażam sobie umalowania nim całej twarzy -ma za dużo drobinek..

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. No właśnie, co kto lubi. Ja tych drobinek na twarzy nie widzę, jedynie skórę, która pięknie odbija światło. Wydaje mi się, że jeśli już to więcej drobinek mają w sobie meteoryty.

      Usuń
  7. Bardzo waham się, aby kupić meteoryty, są bardzo drogie a słyszałam zarówno dobre opinie jaki i takie na prawdę krytyczne- szczególnie na blogach zagranicznych. Na zdjęciu efekt jest bardzo ładny :) pozdrawiam

    OdpowiedzUsuń
  8. Super te kosmetyki :) Ja siw maluję rzadko tak dokładnie ale tusz i korektor zawsze używam :P Fajnie poczytać o takich cudeńkach :)
    Zapraszam: odkrywajzalicja.blogspot.com

    OdpowiedzUsuń
  9. cudowne zdjęcia <3 kosmetyki ciekawe

    OdpowiedzUsuń
  10. Rimmel Wake me up..kocham, zresztą jak wszystkie podkłady Rimmel'a ;)
    http://asia-asiaablog.blogspot.com/

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Cholerka, ja w wieku 14 lat uwielbiałam gumę do skakania i epulsa ;) bez obrazy, ale właśnie poczułam się staro i widzę, że świat się zmienia :)

      Usuń
  11. Dla mnie nr 1 to podkład Rimmel ;)

    OdpowiedzUsuń
  12. Fascynujący wykon utworu. Słucham go już któryś raz i nie mogę uszu oderwać. Rewelacyjnie! Sama gram na gitarze klasycznej i wiem jak długą drogę należy przejść by dojść do Twojego poziomu. Powodzenia dalej !
    pozdrawiam

    OdpowiedzUsuń